Z
perspektywy Louis
Następnego
dnia umówiłam się z Maxem na plaży. Miałam nadzieję wymknąć
się z domu nie zauważona, niestety kiedy już prawie chwyciłam
klamkę usłyszałam głos mamy...
-Louis,
jak podobało ci się na przyjęciu? Szybko poszłaś do pokoju, coś
się stało?- zapytała, odwróciłam się i zauważyłam jak moja
mama w całej swojej okazałości siedzi w fotelu i popija sok
-No
wiesz było...było świetnie, a potem po prostu poczułam się senna
i tyle-odpowiedziałam, oczywiście gdyby nie obecność mojego
przyjaciela skapitulowałam bym już na początku
-Ściągnij
okulary jak ze mną rozmawiasz. Gdzie wychodzisz?-może się
powtarzam, ale po co ona pyta mnie o takie rzeczy?!
-Idę
na spacer z przyjaciółmi-na jej życzenie z wymowną miną zdjęłam
moje okulary przeciwsłoneczne
-Dobrze,
nie wracaj za późno...Louis jeszcze jedno, przestań w końcu
chodzić w tych cholernych trampkach, dziewczyny powinny nosić się
z klasą-odparła biorąc łyk soku
-Coś
jeszcze, śpieszę się mamo...- miałam już dość jej uwag,
przegięła czepiając się moich ulubionych conversow nie miałam
wyjścia jak tylko obrócić się na pięcie i wyjść w końcu z
tego chorego domu
Los
Angeles tonęło w słońcu, a że mam niedaleko do plaży
postanowiłam zostawić samochód w garażu i pójść pieszo. Po pół
godzinnym spacerze dotarłam na umówione miejsce gdzie czekał już
Max.
-A
gdzie postawiłaś auto?-zapytał dając mi całusa w policzek
-Potrzebowałam
świeżego powietrza...Idziemy na plaże?
-Jasne,
Naomi będzie?
-Tak,
dzwoniła ze się trochę spóźni...- powiedziałam po czym
rozpoczęłam
rozwiązywać
trampki, chodzenie boso po plaży to niezły darmowy masaż dla stóp
Usiedliśmy
przy brzegu i zaczęłam opowiadać Maxowi o mojej kolejnej potyczce
z mamą. Zawsze go to bawiło bo z perspektywy innej osoby naprawdę
zachowanie moich rodziców było śmieszne. Na szczęście z oddali
dostrzegłam Naomi. Jak to ona z wielkim uśmiechem kroczyła w naszą
stronę, a w rękach z ledwością utrzymywała 3 wafelki z lodami.
-Naomi
patrz pod nogi!!-zawołał Max widząc pozostawione bez opieki
łopatki i inne takie bajery dla dzieci
Chyba
nie usłyszała bo sekundę później biedna leżała na kolanach, a
nasze lody w piasku...Szybko podbiegliśmy do naszej niezdarnej,
kochanej przyjaciółki. Niestety nie potrafiliśmy powstrzymać się
z Maxem od śmiechu, Naomi wyglądała cudnie...
-Cholera
no, a chciałam wam zrobić niespodziankę-odparła podnosząc lody z
ziemi z grymasem na twarzy
-Może
lepiej je tu zostaw, pójdę po nowe-powiedział Max, przy okazji
zaczął on wywijać łopatką jak zawodowy gitarzysta, wiedział
jak nas rozbawić
-Choć,
nic się nie stało kochanie-podałam rękę Naomi
-Wiem,
tylko ja naprawdę miałam ochoty na te lody z wami-rzuciła
strzepując piasek z kolan
-Skoczę
do „Sands”, zaraz będę...No właśnie i tak to była moja kolej
na stawianie-”Sands” to nasz ulubiony bar na plaży, czasami
potrafimy przesiadywać tam godzinami
-Nie
zostań Louis, ja pójdę!-chciał się wtrącić Max, ale było za
późno bo już ruszyłam w drogę
Z
perspektywy Naomi
Nie
lubiłam zostawać sama z Maxem, wiem że był moim przyjacielem, ale
ja wolałabym żeby stał się kimś więcej jak jeszcze jakiś czas
temu. Niestety przeszkadzały mi w tym wyrzutu sumienia, wiedziałam
jaka łączy go więź z Louis, którą ja sama traktowałam jak
siostrę. Mnie i Maxa łączyła za to przeszłość, która z dnia
na dzień dawała mi się we znaki coraz bardziej...Oboje wtedy
oszukiwaliśmy Louis, czułam się jak zdrajca który w dodatku
kochał kogoś takiego jak Max. Było trochę niezręcznie,
siedzieliśmy i rozglądaliśmy się w różne strony bez słowa. W
końcu postanowiłam zebrać siły i coś z siebie wykrztusić...
-Musimy
jej powiedzieć co między nami zaszło-z ledwością odparłam
kierując wzrok na Maxa
-Chcesz
wszystko zepsuć? Nie musi o niczym wiedzieć, to było dawno, ja już
nawet tego nie pamiętam- powiedział patrząc prosto przed siebie
na rozległy Pacyfik. Zabolały mnie jego słowa...
-Jak
możesz...Poza tym powinna wiedzieć, powiem jej kiedyś Max, całą
prawdę...To nie był rok, dwa temu to było dwa miesiące temu...
-Nawet
nie próbuj!! To były tylko chwile, krótkie...Koniec tematu
Naomi-rzucił odwracając ode mnie głowę. Może dla niego to były
chwile, ale wtedy zrodziło się we mnie uczucie jakiego teraz się
wstydzę
Flashback
Jeszcze
nigdy nie czułam się tak szczęśliwa, a jednocześnie tak
niepewna...Wychodząc z łazienki ostatni raz przejrzałam się w
lustrze, po czym pchnęłam drzwi. Max nie leżał już w łóżku,
stał przy oknie oparty o parapet i zapinał guziki koszuli.
Spojrzał na mnie i słodko się uśmiechnął, wtedy zdecydowałam
się na ten ważny krok. Podeszłam do niego, pocałowałam w usta i
się odważyłam...
-Teraz
już możemy się nie ukrywać Max...Powinniśmy wszystkim powiedzieć
że jesteśmy razem-powiedziałam patrzą prosto w jego błękitne
oczy
-Poczekaj
Naomi, o czym ty mówisz?- nerwowo odsunął mnie od siebie
-O
tym że się kochamy i chcemy ze sobą być- poczułam się
niepewnie, może..może ja to wszystko źle zrozumiałam
-Bardzo
cię lubię, ale wiesz że kocham kogoś innego...Naomi to było dla
naszej przyjemności...Myślałem że to jasne- odparł, w głowie
miałam tysiąc myśli popełniłam błąd, pomyliłam się...
-Jasne,
teraz już...już wszystko jasne Max. W takim razie to
koniec-powiedziałam, próbowałam powstrzymać łzy napływające mi
do oczu
-Nie
musimy tego kończyć-przyciągnął mnie do siebie, chciał
pocałować mnie w czoło jak to zwykł robić, ale szybko się
odsunęłam
-Zanim
to zaczęliśmy to już było skończone- chwyciłam w rękę swoją
torbę i wybiegłam z pokoju. Wsiadając do samochodu rozpłakałam
się jak dziecko, zranił mnie jako pierwszy,a ja wciąż czułam że
go kocham...
-Hey,
Naomi mam lody- powiedziała Louis podając mi wafelka, postanowiłam
poczekać na odpowiedni moment i wszystko jej powiedzieć...
Siedzieliśmy
na plaży jeszcze przez dłuższy czas, śmialiśmy się,
rozmawialiśmy jak gdyby nigdy nic się nie stało między mną a
Maxem... Słońce powoli zachodziło więc zebraliśmy rzeczy i
powoli ruszyliśmy w stronę parkingu.
-Louis
nie zapomnij trampek!-krzyknęłam podnosząc jej buty zasypane
piaskiem
-Oh...No
tak, bez też wygodnie ale z jeszcze bardziej- uśmiechnęła się
Z
perspektywy Louis
Wytrzepałam
buty z pozostałości plaży i siadłam na murku powoli wkładając
je na nogi. I nagle zamarłam...Włożywszy moje trampki wstałam i
spojrzałam dokładniej, na parkingu stało kilka samochodów i
grupka chłopaków. Jednym z nich był Jack...chłopak z przyjęcia
od mocnych blantów. Wskazałam go Maxowi, który nie był zachwycony
jego widokiem. Na dodatek nie mieliśmy możliwości ominięcia tej
ekipy ponieważ samochód Maxa stał naprzeciwko nich.
Byłam
pewna że nas nie pozna, włożyliśmy okulary i ruszyliśmy przed
siebie jak na najgorszą wojnę gotowi do ataku.
Kilka
kroków i już byliśmy na ich widoku, czułam na sobie ich
spojrzenia i wtedy usłyszałam głos Jacka...
-Hey,
Louis!! Jak tam, reszta imprezy udana była?- zaśmiał się razem z
kolegami
-Niezłe
dupy z tych lasek- odparł jakiś jego kumpel, w tym momencie Jack
efektownie ściągnął okulary i beszczelnie z góry na dół
przeleciał mnie swoim wzrokiem
-Dzisiaj
się zaciągniesz?-zapytał wyjmując jakiegoś skręta
-Nie
mam ochoty, dzięki- rzuciłam
-Blondaska
nie pytam, go to nie jara chłopaki- powiedział, oczywiście jego
kumple nie zostawili tego stwierdzenia bez echa...
-Wyrosłem
z takich zabaw-odgryzł się Max, wtedy Jack wyszedł z samochodu i
do nas podszedł
-Taki
z ciebie duży chłopak...No popatrz-Jack zaciągnął się i
wypuścił dym prosto w twarz Maxa
-Przegiąłeś
frajerze!-Max nagle rzucił się na Jacka, zaczęli się przepychać
coraz agresywniej
-Przestańcie!!-krzyknęłam
odciągając Maxa, Jack o dziwo na moją prośbę też postanowił
odpuścić
-Załatwimy
to innym razem blondi-rzucił kierując się w stronę swoich kolegów
-Co
to za koleś?!-spytała Naomi wsiadając do swojego samochodu
-Opowiem
ci innym razem-powiedziałam
-Louis
wsiadaj podwiozę cię-zaproponował Max
-Wiesz
co...Nie mam ochoty wracać do domu więc się przejdę, będzie
trochę dłużej...-odparłam
-Na
pewno? Wolałbym...-Max zawsze za bardzo się martwił
-Tak,
trzymajcie się!!-wykrzyknęłam machając do moich przyjaciół
którzy wsiadali do samochodów
Nie
wiem dlaczego ale bardzo lubię spacerować nocą, Los Angeles jest
oświetlone od góry do dołu...Niebo zawsze migocze tysiącem
gwiazd, a ja kocham w nie patrzeć i myśleć o
wszystkim...Przechodziłam przez ulicę, o tej porze przez prywatne
dzielnice nie przejeżdża za dużo samochodów. Spojrzałam w niebo
i uśmiechnęłam się sama do siebie....nagle usłyszałam samochód,
odwróciłam się za siebie i słychać było tylko pisk
opon...Zamknęłam oczy, myślałam że już nie żyję...
-Louis
co ty robisz?!!-usłyszałam głos Jacka, on raczej nie wskazywał by
na to ,że jestem w niebie. Otworzyłam oczy i zobaczyłam jego
samochód centymetry ode mnie
-Ja...Boże
żyję- powiedziałam szeptem, nie wiedziałam do końca co się
stało
-No
tak, ale uważaj jak chodzisz!! Inny kierowca nie zdążył by
wyhamować...Jezu dziewczyno- Jack chwycił się za kark, przejął
się ta sytuacją
-Przepraszam...I
dziękuje Jack, ja już ten pójdę-rzuciłam będąc jeszcze w
lekkim szoku
-Chyba
sobie żartujesz teraz? Wsiadaj, podwiozę cię-zaproponował,
chociaż zabrzmiało to raczej jak rozkaz
-Dam
sobie radę
-Nie
ma mowy, proszę- Jack podszedł do drzwi od strony pasażera i jak
dżentelmen otworzył je, nie mogłam odmówić, w końcu mnie w
jakimś stopniu uratował
Jechaliśmy
chwilę w ciszy, co jakiś czas spoglądaliśmy na siebie. Najlepszy
paradoks był taki że słuchał takiej samej muzyki jak ja, a akurat
w samochodzie leciała płyta Sleeping with sirens.
-Jak
ci się nie podoba włączę radio-oznajmił Jack
-Żartujesz?
To mój ulubiony zespół...- odparłam
-Serio?
To masz gust ...Są świetni, a ich teksty maja sens co nie?
-Tak,
masz rację...wtedy właśnie ich nuciłam- zaśmiałam się, ale
była to prawda
-Hahaha,
no to jesteś usprawiedliwiona- uśmiechnął się Jack, w tym samym
momencie zadzwonił do niego telefon, poczekał chwile, ale odrzucił
połączenie
-O
nie...-poczułam wibracje w kieszeni „mama przychodzące”
-Co,
tez nie masz ochoty na rozmowę z tym kimś?- zapytał, czytał mi w
myślach
-Tak...bardzo-powiedziałam,
nagle Jack wyrwała mi telefon z ręki, i kątem oka spoglądając na
drogę odrzucił połączenie i wyłączył mój telefon
-Proszę,
zrobiłem tak samo ze swoim- uśmiechnął się-Louis, naprawdę masz
ochotę wracać do domu?-zatrzymał się i zapytał
-....Nie,
a co?- odpowiedziałam, była to ostatnia rzecz jaką pragnęłam
-Świetnie,
w takim razie zabieram cię na małą przejażdżkę, nie
protestuj-oznajmił spoglądając w moje oczy
-Nie
będę- odparłam z uśmiechem
-Świetnie-rzucił
Jack po czym ruszył, nie wiedziałam co mnie może czekać, ale
chciałam tego, odpocząć od wszystkiego, czułam że z nim może mi
się to udać
Przepraszam że tak długo, ale nie było weny:D Piszcie jak wam się podoba bo to ważne:D Pozdrowienia z LA:)


Jack i Louis <33 Pokochałam tą parę. Świetny rozdział. :))
OdpowiedzUsuńkiedy następny =D
OdpowiedzUsuńPostaram się w weekend:)
Usuńo men. ale zajebistee. fajnie że dodajesz gify. ;*
OdpowiedzUsuńhttp://becauseofyou-jb.blogspot.com/
Zajebisteee. ;d Mam nadzieje, że nie długo dodasz nowee.. Jestem ciekawa co bd. dalej.. *.*
OdpowiedzUsuńKiedy nowy rozdział..?
OdpowiedzUsuń