Z
perspektywy Louis
Siedziałam
przy oknie w swoim pokoju i wpatrywałam się w zachód słońca.
Była to chyba jedyna przyjemna rzecz jaka mogła mnie dzisiaj
spotkać. Nagle do pokoju, jak zwykle bez pukania wpadła moja mama.
Trzymała w ręce tusz do rzęs, a na głowie miała kilka wałków,
wyglądała dość komicznie, ale przygotowywała się ona do
dzisiejszego przyjęcia.
-Przycisz
to bełkotanie! Jezu jak tu duszno, otwórz okno czy coś-powiedziała
nerwowo podchodząc do mojej szafy, w której zaczęła czegoś
dobitnie szukać. -Może ci w czymś pomóc mamo?-zapytałam,
nienawidziłam kiedy wchodziła do mojego „królestwa” i
zaczynała się panoszyć, zawsze wszystko jej przeszkadzało
-Gdzie
twoja sukienka na dzisiaj? Miałaś jechać ją kupić z
Pamelą-odparła, no tak ona jak zwykle wszystko chciała zwalić na
moją biedną nianię Pamele
-Leży
na łóżku mamo, uspokój się wszystko kupiłyśmy-wskazałam jej
czerwoną sukienkę, była niezła, szkoda było mi ją ubierać na
taką stypę
-Dobrze,
ja się tylko upewniam...Wszytko musi być dzisiaj perfekcyjne,
ojciec zaprosił wielu wpływowych ludzi. Pamiętaj reprezentujesz
nas, dzięki nam masz te wszystkie Iphony i inne badziewie.
-Tak,
wiem mamo...- oczywiście musiała wspomnieć o tym że płaci za
moje różne przyjemności. Dla moich rodziców pieniądze były
pierwszorzędną sprawą, nie brakowało nam ich, co innego mogłam
powiedzieć o rodzicach. Moją mamę zawsze zastępowała mi Pamela,
więc to ona bardziej nią była.
-Będzie
Max?? Co do niego...Louis ojciec ostatnio widział was na parkingu,
jak się no...całowaliście. Jesteście razem, o czymś mi nie
wiadomo?- zapytała, nie było jej wiadomo o niczym, ale ok.
-Ja...My
jesteśmy tylko przyjaciółmi, to było dla zabawy. Będzie jak
zawsze- trochę zmieszałam się tym pytaniem, ale rzeczywiście z
Maxem łączyła mnie niecodzienna relacja ponieważ traktowałam go
jak brata, z którym czasami się całuję
-Także...ubierz
się, umaluj i zachowuj się- rzuciła wychodząc, obie wolałyśmy
nie kontynuować tej rozmowy
Włożyłam
na siebie moja kreacje, ułożyłam włosy, lekko się umalowałam,
po czym zaczęłam szukać odpowiedniej biżuterii. Mam naprawdę
dużo różnych dodatków, bez nich nie ruszam się z domu, to moje
skarby. Przejrzałam się w lustrze i stwierdziłam że wyglądam
znośnie, a nawet za dobrze jak na taka okazję. W tym samym momencie
usłyszałam pukanie do drzwi, to z pewnością nie była mama. Tak
jak się spodziewałam, zza drzwi wyglądał Max.
-Pięknie
wyglądasz jak zawsze- powiedział spoglądając na moją sukienkę
-Dziękuje,
ty też znośnie-zaśmiałam się, blond włosy Maxa idealnie
kontrastowały z jego czarną skóra
-Gotowa
na noc wrażeń? Jak wchodziłem to minąłem się z twoją mama i
dość dziwnie się na mnie patrzała, coś się stało?- zapytał
bawiąc się jedną z moich bransoletek
-Nic
szczególnego, no może tylko tyle że tata widział nas na parkingu
wtedy, jak się całowaliśmy. Mama już snuje teorie na temat
naszego „związku” rzekomego- odparłam, wszystko to brzmiało
dość zabawnie
-Czyli
jednak to był wóz twojego taty...Dziwnie wyszło, mam nadzieję że
cały czas mnie lubią. Następnym razem musimy no wiesz obserwować
otoczenie-oznajmił rozbawionym, moi rodzice od zawsze uważali go za
świetnego chłopaka z dobrej rodziny, oczywiście chodziło im o to
że tata Maxa był jednym z najlepszych prawników w całej Californi
-O to
się nie martw, jesteś ich ulubieńcem...Ale nawet nie wiesz jak nie
chce mi się oglądać tych snobów i ojca, który wszystkim się
podlizuje. Jak my przetrwamy Max??-rzuciłam się bezwładnie na
łóżko, Max położył się koło mnie
-Razem
damy radę, zwiniemy butelkę wódki, sok i pójdziemy sobie przed
siebie-oznajmił po czym pocałował mnie w czoło, zawsze robił tak
kiedy miałam wszystkiego dosyć
Nadszedł
czas, kiedy musiałam razem z Maxem opuścić pokój i zrobić
„wielkie wejście”. W naszym przestronnym salonie krzątało się
kilkunastu kelnerów podających szampana, w tłumie dostrzegłam
moich rodziców, którzy poznawali nowych „wpływowych”
znajomych. Postanowiliśmy z moim przyjacielem sprawdzić sytuację
nad basenem, miałam nadzieje ze przynajmniej tam będzie mniej tych
sztywniaków. Nie obeszło się oczywiście bez licznych komentarzy
na mój temat. W końcu usadowiliśmy się z Maxem przy leżakach,
nad basenem panował niezły klimat. Słońce już zaszło, a cały
ogród oświetlony był masą światełek. Jak już wcześniej
obiecywał, mój przyjaciel przywłaszczył nam nie butelkę wódki,
ale szampana, którego popijaliśmy skutecznie ukrywając się przed
reszta towarzystwa. Wznieśli kilka toastów za naszą bliską
przyjaźń, jak to ujęliśmy „ just friends”. Niestety, wszystko
co dobre przemija szybko jak ferrari, w oddali dostrzegłam moją
mamę, która najwyraźniej mnie szukała. Max szybko schował
szampana pod leżak i jak przystało na młodzież z dobrej rodziny,
siedzieliśmy prosto na tyłkach.
-Gdzie
ty się podziewasz Louis?!-wykrzyknęła zdenerwowana mama,
wiedziałam że za chwilę stanie się coś strasznego
-My..Musieliśmy
odpocząć od hałasu i tak sobie tu..- próbowałam wymyślić jakiś
sensowny argument, oddalając twarz jak najdalej od mamy, aby nie
poczuła zapachu szampana
-Nie
ważne, wstawajcie szybko. Musicie kogoś poznać, pamiętajcie o
uśmiechu- dodała ciągnąc mnie za rękę
Szliśmy
za mamą jak na skazanie, po drodze oczywiście musiała dać nam
kilka wskazówek typu „ stójcie prosto” albo „nie mów nic
głupiego”, jakbym nie wiedziała co mówić...
Przeszliśmy
do drugiej części ogrodu, zobaczyłam już tatę, który stał z
trójką zupełnie nieznanych mi osób. Z pewnością było to
małżeństwo, ale jedna z postaci stała tyłem, był to chłopak,
który najprawdopodobniej
miał
w okolicach dwudziestu lat.
-Wreszcie
jesteście-powiedział tata z nazbyt wielkim uśmiechem-Proszę
poznajcie moją córkę Louis oraz syna pana Tylera Maxa
-Bardzo
nam miło, co za cudowna młoda dama- powiedział nowy przyjaciel
taty podając mi rękę
-To
państwo Hudson, mają zamiar nawiązać współprace z firmą
twojego taty-odparła mama i wszystko było jasne-interesy
-Oh,
no tak Jack, odwróć się...-rzucił pan Hudson do swojego z
pewnością syna. Chłopak odwrócił się, muszę przyznać że
zaparło mi dech w piersiach...
-Jack,
mogę już iść?!-zapytał, widać było że ma wszystkich gdzieś
-Zachowuj
się!-wykrzyknął pan Hudson
-To
może Louis oprowadź Jacka po reszcie ogrodu, pokaż mu basen, a my
pójdziemy na kieliszek wina-rzucił tata na rozluźnienie napiętej
atmosfery
-Oczywiście...-nie
myśląc odpowiedziałam
-Pamiętaj...-napomniał
chłopaka pan Hudson odchodząc z moimi rodzicami
-Stary
idiota...Macie tu jakieś miejsce gdzie można w spokoju
zapalić?-zapytał Jack wkładając ręce do kieszeni
-A
chcesz do tego butelkę szampana?-zapytał Max
-Taa..
ale chodźmy już stąd-rzucił Jack
Przeszliśmy
nad basen w ciszy, Jack najwyraźniej nie miał ochoty na nic innego
oprócz zapalenia blanta. Wyjął z kieszeni paczkę skrętów i
nerwowo próbował odpalić zapalniczkę.
-Chcesz
?-zapytał podając mi paczkę, z chęcią bym zapaliła, ale
niestety rodzice byli w pobliżu...
-Innym
razem...-rzuciłam
-A ty
?-zapytał Maxa
-Nie
jara mnie palenie-odparł Max przechylając butelkę szampana
-Jasne...-rzucił
zaciągając się
Tak
spędziliśmy w towarzystwie Jacka resztę „cudownego” przyjęcia,
on zaciągał kolejne blanty, my z Maxem opróżniliśmy szampana. W
końcu stwierdził że ma to w dupie, wziął kluczyki i poprosił
żebym zaprowadziła go na parking. Pech chciał że jego samochód
postawiono na końcu parkingu, był to czarny kabriolet, jak dla
jakiegoś playboya, ale miał on coś w sobie.
-Jakby
mnie ojciec szukał to śmiało powiedz że się zmyłem-rzucił Jack
w moją stronę
-Jasne,
niezła fura, z klasą- powiedziałam, naprawdę mi się podobała
-Jak
chcesz, to cię kiedyś przewiozę. Nawet do niej
pasujesz...-stwierdził odpalając silnik, przeczesał ręką włosy
i dodał gazu
-Co za
dupek-rzucił Max
Wróciliśmy
z Maxem do mojego pokoju, nie mogłam pokazać się rodzicom bo mój
stan nie należał najlepszy. Ten Jack niezły nawet był, typ złego
chłopaka...
Pamiętam
już tylko że zasnęłam wtulona w kocyk i w Maxa z niezłym bólem
głowy, po wdychaniu dymu z blantów.
Mam nadzieje że pierwszy rozdział się podoba:D Zostawiajcie komentarze anonimowe żeby podkreślić swoją obecność...Wczujcie się w bohaterów i atmosferę klimatycznego LA o zachodzie słońca!:)



Przeczytałam cały rozdział i muszę przyznać, że całkiem fajnie się zaczyna :) Zobaczymy, co dalej. Mam nadzieję, że szybko się rozkręcisz!
OdpowiedzUsuń[badboymeetsdevil.blogspot.com]
Świetny rozdział. Ciekawa fabuła i bohaterowie. Czekam na następny rozdział.
OdpowiedzUsuńPS. Kurde jak ja nie lubię snobów (hahah) :))
Pozdrawiam Goferkowaa
Czeka nas dużo przygód :D W końcu to LA :)
OdpowiedzUsuńZapraszam na rozdział nr 2 na http://badboymeetsdevil.blogspot.com/ : *)
OdpowiedzUsuńNo, no, no. Fajne, fajne, fajne. Jak dobrze rozwiniesz fabułę to może być interesujące. Na razie trochę nudnawo, ale rozumiem, że to początek i jakoś musisz rozwinąć akcję. Czekam na NN
OdpowiedzUsuń@SwagggerLove
swagggerlove.blogspot.com
P.S. Jak będziesz mnie informowała na TT lub na moim blogu to proszę dopisz 'nr.72' (Twój blog ma taki nr. w moich notatkach).
Rozdział suuper.. ;d Już mi się podobaaa . <3
OdpowiedzUsuń