Z
perspektywy Louis
Było
już po 10.00 kiedy Jack zatrzymał się pod bramą mojego domu. Cała
noc nie włączyłam telefonu więc nie mogłam spodziewać się
najlepszej reakcji ze strony mamy.
-Czeka
mnie piekło wiesz?- powiedziałam do Jacka
-To
moja wina...Nie chce żebyś miała teraz jakieś kłopoty-po
bliższym poznaniu Jacka okazało się że mamy podobne problemy na
wielu frontach
-Dam
rade spokojnie, było warto
-A
może wejdę z tobą, w końcu jak twoja matka zobaczy syna Hudsona
zmieni podejście do sprawy- zaśmiał się Jack
-Z
pewnością, ale nie chce cię w to mieszać.
-Wejdziemy
w to razem, choć!- odparł, po czym wysiadł z samochodu, włożył
jak zawsze swoje stylowe czarne okulary i zadzwonił na dzwonek
bramy.
Pierwszy
sukces, brama się otwarła. Szliśmy powoli w stronę drzwi,
spoglądając co jakiś czas na siebie. W końcu stanęliśmy przed
progiem mojego domu, westchnęłam i sięgnęłam ręką w stronę
dzwonka. Nie musieliśmy długo czekać.
-Louis!!
W końcu, wchodź szybko, martwiłam się- powiedziała Pamela
zapraszając nas do środka
-Rodzice
są wkurzeni?-zapytałam trochę retorycznie
-Twój
tata burknął tylko że po coś w końcu masz telefon, ale nie
przejął się zbytnio. Ale mama jest podenerwowana, słońce nie
rób tak więcej zadzwoń chociaż. A co to za chłopak?-spytała
Pamela przyglądając się Jackowi
-Przepraszam
że się nie przedstawiłem, Jack Hudson. Pani wybaczy ale to ja
jestem sprawcą tego niefortunnego zajścia- wiedział jak się
zachować, nagle Jack zaczął udawać grzecznego chłopca z wysoko
postawionej rodziny, no cóż czasem trzeba
-Zachowaj
to sztywniactwo na mamę- odparłam z uśmiechem
-Zaraz
zejdzie, powodzenia dzieciaki- rzuciła Pamela po czym udała się w
stronę kuchni
Słyszałam
już to echo tupotu szpilek, kilka sekund i mama pojawiła się na
schodach. Chwyciła się poręczy po czym zeszła ze schodów powoli
i z gracja jak jakaś królowa, tyle że z wzrokiem taniego płatnego
mordercy.
-Louis,
co się stało że postanowiłaś wrócić jednak do domu?-
powiedziała spoglądając przed siebie, pewnie te słowa zaplanowała
sobie już wcześniej
-Zaraz
ci wszystko wytłumaczę- zapomniałam wymyślić jakiegoś
sensownego argumentu przez całą noc.
-Pozwoli
pani że ja wszystko wyjaśnię- wtrącił się Jack, który
zrozumiał że jąkaniem nic nie wskóram- Otóż spotkałem wczoraj
pani córkę na plaży, rozmawialiśmy chwilę po czym zaproponowałem
jej obiad w mojej ulubionej restauracji, która niestety znajduję
się 2h drogi stąd. Po obiedzie wracaliśmy do domu, kiedy mój
samochód się zepsuł. Louis wyładował się telefon, a nie
pamiętała pani numeru, do rana czekaliśmy na mechanika. Na
szczęście wszystko skończyło się dobrze i pani córka jest już
w domu. Pani wybaczy, mój tata z pewnością potwierdzi pani całe
zajście- nie wiem jak on to zrobił, ale sama w to uwierzyłam,
myślałam tylko o reakcji mamy
-Oh...Jack,
dziękuje ci w takim razie. Nie trzeba niepokoić taty, nie ma
sprawy. Jesteś prawdziwym dżentelmen, muszę ci się jakoś
zrewanżować za opiekę nad córką, może wpadniesz kiedyś na
kolację z rodzicami?-zapytała mama, która najwyraźniej uwierzyła
w wersje Jacka
-Z
przyjemnością,a teraz na mnie już czas-Jack wziął rękę mamy i
ucałował ją jak robili to w filmach z lat 60
-Odprowadzę
cię do samochodu- rzuciłam wychodząc z Jackiem
Kiedy
tylko zniknęliśmy z pola widzenia wybuchliśmy śmiechem.
-”
Na mnie już czas Madam” jaki dżentelmen oh- śmiałam się,
przedrzeźniając Jacka
-Ale
no co?! Pomogłem nie!- Jack chyba sam nie wierzył w to co zrobił
-Tak,
tak. Dziękuję bardzo Sir..-popchnęłam Jacka, ciągle śmiejąc
się jak opętana
-Dziękuję
za wieczór i ranek Louis, musimy to powtórzyć- rzucił Jack
wsiadając do auta
-Koniecznie,
trzymaj się- odparłam
-Czekam
na sms!!- wykrzyknął Jack cofając samochodem
Teraz
już bez większych emocji szłam do swojego pokoju, w końcu mama
uwierzyła w całą historyjkę .
-Jestem
z ciebie dumna. W końcu angażujesz się w rodzinny biznes, wiesz z
kim się zadawać kochanie-powiedziała mama mijając mnie w
korytarzu, no tak, w końcu Jack był synem pana
Hudsona...Uśmiechnęłam się tylko lekko po czym szybko weszłam
do pokoju. Rzuciłam się na łóżko i włączyłam telefon, Naomi,
Max, mama w sumie 126 połączeń nie odebranych, nie robiło to na
mnie wrażenia. Powoli docierało do mnie jak dobrze bawiłam się z
tym bad boyem. Musiała szybko porozmawiać o tym z Naomi.
-Hey,
Naomi wpadnij do mnie tak za godzinkę. Muszę wziąć prysznic i
czekam na ciebie-zadzwoniłam do mojej przyjaciółki
-Zabije
cię dziewczyno!! Będę- rzuciła, pewnie też się zamartwiała
Po
szybkim prysznicu i doprowadzeniu się do stanu ludzkiego czekałam
na moją przyjaciółkę, nie trwało to zbyt długo bo równo
godzinę od telefonu Naomi pojawiła się w moich drzwiach.
-Co
masz na swoje usprawiedliwienie?- zapytała przyjmując pozycję „
złego rodzica”
-Nic,
ale mam ci dużo do opowiedzenia. Max też wpadnie za chwilę-
odparłam zapraszając Naomi na łóżko
-Świetnie,
ale teraz słucham- najwyraźniej zapowiedź wizyty Maxa niezbyt ją
ucieszyła, ostatnio można było między nimi wyczuć dziwne
napięcie
-Więc...Całą
noc spędziłam z Jackiem, a Jack to ten chłopak z którym
przepychał się Max. Byliśmy na plaży, później jeździliśmy
całą noc samochodem i.... zyskuje przy bliższym poznaniu-zaczęłam
-Ten
koleś z parkingu...no przyznam że seksowny to on był, ale jak ty w
ogóle się z nim spotkałaś?!-zapytała zdziwiona Naomi
-Zaraz
ci opowiem wszystko dokładnie, ale powiem ci że ma coś w sobie,
zapomniałam przy nim o wszystkim, byliśmy tylko my i noc- zaśmiałam
się bo dość głupio to zabrzmiało
-Czyli
ktoś tu ma nowy obiekt westchnień?- moja przyjaciółka zawsze była
strasznie żartobliwą osobą
-Czemu
ty snujesz już jakieś love story??Na razie to tylko kolega...Aha,
nie mów nic Maxowi powiem mu że telefon mi się wyładował i tyle,
nie byłby zachwycony
tym że spotkałam się Jackiem- odparłam, nie
wiem dlaczego znajomość tych dwoje nie zaczęła się najlepiej,
ale wolałam nie wywoływać nowych spięć
-Jasne,
a teraz mów jak było od początku- rzuciła Naomi
Opowiedziałam
jej wszystko jak to o mało co nie zabiłaby mnie własna głupota i
o tym jak miło spędziłam czas z nowym znajomym. Po kilkunastu
minutach pojawił się Max, który połknął haczyk o wyładowanym
telefonie, a tym samym wybaczył mi brak kontaktu. Naomi przez całą
rozmowę z Maxem siedziała cicho , widziałam że coś jest nie tak.
-Skoro
już wszystko jasne, teraz wy powiedzcie mi prawdę, co się
dzieje?-zapytałam stojąc przed nimi z założonymi rękami
-Ale o
co chodzi?-zapytał rozbawiony Max
-Ostatnio
coś między wami jest nie tak, o czymś nie wiem?-spojrzałam na
nich poważnie
-Wszystko
jest okej, naprawdę...Skąd ci to przyszło do głowy?-Max starał
się zignorować moje pytanie
-Masz
rację Louis, wszystko jest nie tak...Max, powiem jej prawdę-
odrzekła Naomi wyraźnie podenerwowana
-O
czym ty mówisz Naomi?- Max spojrzał na nią wymownym wzrokiem,
jakby chciał powiedzieć „ zamknij się”
-O
czym mówię, o tym że ja tak dłużej nie mogę! Louis nie wiem czy
to zrozumiesz ale niedawno ja i Max byliśmy razem....Przynajmniej
tak myślałam, sypialiśmy ze sobą...To straszne że cie tak
oszukiwaliśmy, ale sprawa się pokomplikowała- powiedziała Naomi
ledwo co powstrzymując łzy
-Zamknij
się!! Co ty sobie myślisz?! Nie wiem z kim się puszczasz, ale na
pewno nie ze mną...-wykrzyknął Max zrywając się z łóżka
-Cholera
Max ja cie kocham, a ty traktujesz mnie jak pierwszą lepszą
dziewczynę!! Louis, przepraszam...-odparła Naomi, łzy powoli
spływały jej po policzkach rozmywając czarny tusz. Widziałam jak
moja przyjaciółka cierpi
-Mam
tego dość, nie wierz jej...- powiedział Max wychodząc z pokoju
-Max
zaczekaj !! Naomi kochanie spokojnie, poczekaj tu muszę to
wyjaśnić-rzuciłam przytulając moją roztrzęsioną przyjaciółkę,
musiałam ją na chwilę zostawić i wyjaśnić z Maxem całą tą
sytuację. Wybiegłam za nim na zewnątrz, ten zdążył już wyjść
na ulicę.
-Max
stój!!-krzyknęłam- Wytłumacz mi co to było!! Jak mogłeś ją
tak obrażać?!
-Louis
może to prawda że z nią sypiałem, ale nic więcej. Nie moja wina
że ona to źle zinterpretowała-powiedział wzruszając ramionami
-Ale
ona ma uczucia, to twoja przyjaciółka jak mogłeś ją tak wyzwać
i potraktować Max!!- nie miałam słów na jego brak szacunku dla
Naomi
-Co
mam ci niby powiedzieć?? Louis nie zrozumiesz, ja kocham tylko jedną
dziewczynę i nie jest nią Naomi...Zadzwonię jutro, muszę to
wszystko przemyśleć- rzucił Max, po czym odwrócił się i odszedł
Szybko
pobiegłam do domu żeby porozmawiać z Naomi, która siedziała już
w swoim samochodzie. Otworzyłam drzwi od strony pasażera i
wsiadłam do auta. Naomi była zalana łzami, mocno ją przytuliłam.
-Jest
za głupi żeby to zrozumieć- powiedziałam do przyjaciółki
-Louis
rozpadam się...Kocham go, a on...-wyszeptała Naomi
-Musisz
ochłonąć, kiedyś będzie tego żałował...A teraz uspokój się,
nie jestem na ciebie zła, nic się nie stało kochanie-
przekonywałam Naomi
-Proszę
cię Louis, nie wkurzaj się o to...
-Oszalałaś
nie mam o co...-rzuciłam
-Pojadę
do domu, trochę się uspokoję...Spotkamy się jutro?-zapytała moja
przyjaciółka ocierając całe już czarne policzki
-Oczywiście,
uważaj na siebie...I uspokój się, nie docenia cię i tyle-odparłam
wychodząc z samochodu
Naomi
odjechała, a ja sama potrzebowałam chwili na poukładanie sobie
tego wszystkiego w głowie. Najbardziej zawiodłam się na Maxie,
rozegrał to wszystko za brutalnie...
Z
perspektywy Jacka
Choć
nie przespałem całej nocy jakoś nie czułem zmęczenia. Cieszyłem
się że poznałem Louis, polubiłem ją nawet bardzo i miałem
nadzieje że jutro znowu się zobaczymy. Popołudniu wpadłem do baru
„Sands” żeby trochę się orzeźwić czymś mocniejszym.
-Hey,
może małe piwo na szybko Jimmy-rzuciłem do mojego kumpla, który
pracował tam jako barman
-Jack,
słyszałeś o jutrzejszych wyścigach?-zapytał Jimmy nalewając mi
piwo
-Biorę
w nich udział, jadę w stajni Bloodsa- rzuciłem biorąc łyk
zimnego piwa
-O
stary!! Nieźle...Wpadnę cie pooglądać, jakim cudeńkiem będziesz
jeździł?- zapytał Jimmy, który tak jak od dziecka pasjonował się
samochodami
-Dali
mi Bugatti Veyron, wygram to bez problemu stary.
-No to
już masz te 50 kawałków, nie zapomnij kto cie tego nauczył Jack-
odparł Jimmy, tak naprawdę był on świetnym mechanikiem, ale
beznadziejnym kierowcą. Siedziałem w „Sands” myśląc o
jutrzejszym wyścigu i Louis,a także problemie, który dręczył
mnie od jakiegoś czasu. Niespodziewanie ten problem pojawił się za
moimi plecami.
-Jack
co się z tobą dzieje??Dzwoniłam do ciebie ze sto razy, kochanie
gdzie byłeś?- zaczęła Julia próbując pocałować mnie w
policzek
-Odsuń
się i zejdź mi z oczu.. - chłodno odparłem
-Kocie,
coś nie tak?-zapytała ironicznie dziewczyna udając idiotkę
-Słuchaj,
nie wiem za którym razem zrozumiesz, ale nie mamy ze sobą nic
wspólnego. Raz ze sobą spaliśmy, tyle- wstałem od baru i nie
zwracając uwagi na tą wariatkę wyszedłem z baru
-Myślisz
że możesz teraz tak uciec?! Mnie się nie zostawia Jack..pożałujesz
tego!! Daje ci dzień na przeprosiny inaczej spotkamy się w
niemiłych okolicznościach!!-wykrzyknęła za mną Julia, nie
zrobiło to na mnie większego wrażenia. Była ona dla mnie nikim,
nawet nie zaspokoiła moich potrzeb seksualnych, po prostu jedna z
wielu.
Wróciłem
do domu, jak zwykle w salonie zaczepił mnie ojciec prawiąc jakieś
wyrzuty. Miałem go gdzieś, bez wzruszenia poszedłem do swojego
pokoju. W
końcu mogłem podładować telefon, miałem nadzieje że
Louis już coś napisała-niestety nie było od niej żadnych
wiadomości. Włączyłem Ipada żeby posłuchać muzyki i
postanowiłem czekać na sms od blondwłosej znajomej. Nie
wytrzymałem zbyt długo...Napisałem pierwszy. „ Spotkajmy się
jutro o 20.00. Przyjadę po ciebie :)” Po kilku chwilach miałem
już odpowiedz” To do zobaczenia:)” Nie będę ukrywał że
cieszyłem się z tej wiadomości, znowu zapomnimy o całej
rzeczywistości, przynajmniej na chwilę. Jak wam się podoba?? Zostawiajcie komentarze, a w nich swoje wizje co do dalszych losów bohaterów. Pozdrawiamy LA:)




Mega <3 Pisz szybko następny bo nie mogę się doczekać :))
OdpowiedzUsuńRozdział jest extraa.. Kocham twoje opowadanie. <33 szybko dodawaj nowy rozdział. Nie mogę się doczekać .. ;***
OdpowiedzUsuńDlaczego tak długo nie ma nowego rozdziału ?
OdpowiedzUsuń