sobota, 30 marca 2013

Rozdział 3

Z perspektywy Louis

Było już po 10.00 kiedy Jack zatrzymał się pod bramą mojego domu. Cała noc nie włączyłam telefonu więc nie mogłam spodziewać się najlepszej reakcji ze strony mamy.
-Czeka mnie piekło wiesz?- powiedziałam do Jacka
-To moja wina...Nie chce żebyś miała teraz jakieś kłopoty-po bliższym poznaniu Jacka okazało się że mamy podobne problemy na wielu frontach
-Dam rade spokojnie, było warto
-A może wejdę z tobą, w końcu jak twoja matka zobaczy syna Hudsona zmieni podejście do sprawy- zaśmiał się Jack
-Z pewnością, ale nie chce cię w to mieszać.
-Wejdziemy w to razem, choć!- odparł, po czym wysiadł z samochodu, włożył jak zawsze swoje stylowe czarne okulary i zadzwonił na dzwonek bramy.
Pierwszy sukces, brama się otwarła. Szliśmy powoli w stronę drzwi, spoglądając co jakiś czas na siebie. W końcu stanęliśmy przed progiem mojego domu, westchnęłam i sięgnęłam ręką w stronę dzwonka. Nie musieliśmy długo czekać.
-Louis!! W końcu, wchodź szybko, martwiłam się- powiedziała Pamela zapraszając nas do środka
-Rodzice są wkurzeni?-zapytałam trochę retorycznie
-Twój tata burknął tylko że po coś w końcu masz telefon, ale nie przejął się zbytnio. Ale mama jest podenerwowana, słońce nie rób tak więcej zadzwoń chociaż. A co to za chłopak?-spytała Pamela przyglądając się Jackowi
-Przepraszam że się nie przedstawiłem, Jack Hudson. Pani wybaczy ale to ja jestem sprawcą tego niefortunnego zajścia- wiedział jak się zachować, nagle Jack zaczął udawać grzecznego chłopca z wysoko postawionej rodziny, no cóż czasem trzeba
-Zachowaj to sztywniactwo na mamę- odparłam z uśmiechem
-Zaraz zejdzie, powodzenia dzieciaki- rzuciła Pamela po czym udała się w stronę kuchni
Słyszałam już to echo tupotu szpilek, kilka sekund i mama pojawiła się na schodach. Chwyciła się poręczy po czym zeszła ze schodów powoli i z gracja jak jakaś królowa, tyle że z wzrokiem taniego płatnego mordercy.
-Louis, co się stało że postanowiłaś wrócić jednak do domu?- powiedziała spoglądając przed siebie, pewnie te słowa zaplanowała sobie już wcześniej
-Zaraz ci wszystko wytłumaczę- zapomniałam wymyślić jakiegoś sensownego argumentu przez całą noc.
-Pozwoli pani że ja wszystko wyjaśnię- wtrącił się Jack, który zrozumiał że jąkaniem nic nie wskóram- Otóż spotkałem wczoraj pani córkę na plaży, rozmawialiśmy chwilę po czym zaproponowałem jej obiad w mojej ulubionej restauracji, która niestety znajduję się 2h drogi stąd. Po obiedzie wracaliśmy do domu, kiedy mój samochód się zepsuł. Louis wyładował się telefon, a nie pamiętała pani numeru, do rana czekaliśmy na mechanika. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze i pani córka jest już w domu. Pani wybaczy, mój tata z pewnością potwierdzi pani całe zajście- nie wiem jak on to zrobił, ale sama w to uwierzyłam, myślałam tylko o reakcji mamy
-Oh...Jack, dziękuje ci w takim razie. Nie trzeba niepokoić taty, nie ma sprawy. Jesteś prawdziwym dżentelmen, muszę ci się jakoś zrewanżować za opiekę nad córką, może wpadniesz kiedyś na kolację z rodzicami?-zapytała mama, która najwyraźniej uwierzyła w wersje Jacka
-Z przyjemnością,a teraz na mnie już czas-Jack wziął rękę mamy i ucałował ją jak robili to w filmach z lat 60
-Odprowadzę cię do samochodu- rzuciłam wychodząc z Jackiem
Kiedy tylko zniknęliśmy z pola widzenia wybuchliśmy śmiechem.
-” Na mnie już czas Madam” jaki dżentelmen oh- śmiałam się, przedrzeźniając Jacka
-Ale no co?! Pomogłem nie!- Jack chyba sam nie wierzył w to co zrobił
-Tak, tak. Dziękuję bardzo Sir..-popchnęłam Jacka, ciągle śmiejąc się jak opętana
-Dziękuję za wieczór i ranek Louis, musimy to powtórzyć- rzucił Jack wsiadając do auta
-Koniecznie, trzymaj się- odparłam
-Czekam na sms!!- wykrzyknął Jack cofając samochodem
Teraz już bez większych emocji szłam do swojego pokoju, w końcu mama uwierzyła w całą historyjkę .
-Jestem z ciebie dumna. W końcu angażujesz się w rodzinny biznes, wiesz z kim się zadawać kochanie-powiedziała mama mijając mnie w korytarzu, no tak, w końcu Jack był synem pana Hudsona...Uśmiechnęłam się tylko lekko po czym szybko weszłam do pokoju. Rzuciłam się na łóżko i włączyłam telefon, Naomi, Max, mama w sumie 126 połączeń nie odebranych, nie robiło to na mnie wrażenia. Powoli docierało do mnie jak dobrze bawiłam się z tym bad boyem. Musiała szybko porozmawiać o tym z Naomi.
-Hey, Naomi wpadnij do mnie tak za godzinkę. Muszę wziąć prysznic i czekam na ciebie-zadzwoniłam do mojej przyjaciółki
-Zabije cię dziewczyno!! Będę- rzuciła, pewnie też się zamartwiała
Po szybkim prysznicu i doprowadzeniu się do stanu ludzkiego czekałam na moją przyjaciółkę, nie trwało to zbyt długo bo równo godzinę od telefonu Naomi pojawiła się w moich drzwiach.
-Co masz na swoje usprawiedliwienie?- zapytała przyjmując pozycję „ złego rodzica”
-Nic, ale mam ci dużo do opowiedzenia. Max też wpadnie za chwilę- odparłam zapraszając Naomi na łóżko
-Świetnie, ale teraz słucham- najwyraźniej zapowiedź wizyty Maxa niezbyt ją ucieszyła, ostatnio można było między nimi wyczuć dziwne napięcie
-Więc...Całą noc spędziłam z Jackiem, a Jack to ten chłopak z którym przepychał się Max. Byliśmy na plaży, później jeździliśmy całą noc samochodem i.... zyskuje przy bliższym poznaniu-zaczęłam
-Ten koleś z parkingu...no przyznam że seksowny to on był, ale jak ty w ogóle się z nim spotkałaś?!-zapytała zdziwiona Naomi
-Zaraz ci opowiem wszystko dokładnie, ale powiem ci że ma coś w sobie, zapomniałam przy nim o wszystkim, byliśmy tylko my i noc- zaśmiałam się bo dość głupio to zabrzmiało
-Czyli ktoś tu ma nowy obiekt westchnień?- moja przyjaciółka zawsze była strasznie żartobliwą osobą
-Czemu ty snujesz już jakieś love story??Na razie to tylko kolega...Aha, nie mów nic Maxowi powiem mu że telefon mi się wyładował i tyle, nie byłby zachwycony
tym że spotkałam się Jackiem- odparłam, nie wiem dlaczego znajomość tych dwoje nie zaczęła się najlepiej, ale wolałam nie wywoływać nowych spięć
-Jasne, a teraz mów jak było od początku- rzuciła Naomi
Opowiedziałam jej wszystko jak to o mało co nie zabiłaby mnie własna głupota i o tym jak miło spędziłam czas z nowym znajomym. Po kilkunastu minutach pojawił się Max, który połknął haczyk o wyładowanym telefonie, a tym samym wybaczył mi brak kontaktu. Naomi przez całą rozmowę z Maxem siedziała cicho , widziałam że coś jest nie tak.
-Skoro już wszystko jasne, teraz wy powiedzcie mi prawdę, co się dzieje?-zapytałam stojąc przed nimi z założonymi rękami
-Ale o co chodzi?-zapytał rozbawiony Max
-Ostatnio coś między wami jest nie tak, o czymś nie wiem?-spojrzałam na nich poważnie
-Wszystko jest okej, naprawdę...Skąd ci to przyszło do głowy?-Max starał się zignorować moje pytanie
-Masz rację Louis, wszystko jest nie tak...Max, powiem jej prawdę- odrzekła Naomi wyraźnie podenerwowana
-O czym ty mówisz Naomi?- Max spojrzał na nią wymownym wzrokiem, jakby chciał powiedzieć „ zamknij się”
-O czym mówię, o tym że ja tak dłużej nie mogę! Louis nie wiem czy to zrozumiesz ale niedawno ja i Max byliśmy razem....Przynajmniej tak myślałam, sypialiśmy ze sobą...To straszne że cie tak oszukiwaliśmy, ale sprawa się pokomplikowała- powiedziała Naomi ledwo co powstrzymując łzy
-Zamknij się!! Co ty sobie myślisz?! Nie wiem z kim się puszczasz, ale na pewno nie ze mną...-wykrzyknął Max zrywając się z łóżka
-Cholera Max ja cie kocham, a ty traktujesz mnie jak pierwszą lepszą dziewczynę!! Louis, przepraszam...-odparła Naomi, łzy powoli spływały jej po policzkach rozmywając czarny tusz. Widziałam jak moja przyjaciółka cierpi
-Mam tego dość, nie wierz jej...- powiedział Max wychodząc z pokoju
-Max zaczekaj !! Naomi kochanie spokojnie, poczekaj tu muszę to wyjaśnić-rzuciłam przytulając moją roztrzęsioną przyjaciółkę, musiałam ją na chwilę zostawić i wyjaśnić z Maxem całą tą sytuację. Wybiegłam za nim na zewnątrz, ten zdążył już wyjść na ulicę.
-Max stój!!-krzyknęłam- Wytłumacz mi co to było!! Jak mogłeś ją tak obrażać?!

-Louis może to prawda że z nią sypiałem, ale nic więcej. Nie moja wina że ona to źle zinterpretowała-powiedział wzruszając ramionami
-Ale ona ma uczucia, to twoja przyjaciółka jak mogłeś ją tak wyzwać i potraktować Max!!- nie miałam słów na jego brak szacunku dla Naomi
-Co mam ci niby powiedzieć?? Louis nie zrozumiesz, ja kocham tylko jedną dziewczynę i nie jest nią Naomi...Zadzwonię jutro, muszę to wszystko przemyśleć- rzucił Max, po czym odwrócił się i odszedł
Szybko pobiegłam do domu żeby porozmawiać z Naomi, która siedziała już w swoim samochodzie. Otworzyłam drzwi od strony pasażera i wsiadłam do auta. Naomi była zalana łzami, mocno ją przytuliłam.
-Jest za głupi żeby to zrozumieć- powiedziałam do przyjaciółki
-Louis rozpadam się...Kocham go, a on...-wyszeptała Naomi

-Musisz ochłonąć, kiedyś będzie tego żałował...A teraz uspokój się, nie jestem na ciebie zła, nic się nie stało kochanie- przekonywałam Naomi
-Proszę cię Louis, nie wkurzaj się o to...
-Oszalałaś nie mam o co...-rzuciłam
-Pojadę do domu, trochę się uspokoję...Spotkamy się jutro?-zapytała moja przyjaciółka ocierając całe już czarne policzki
-Oczywiście, uważaj na siebie...I uspokój się, nie docenia cię i tyle-odparłam wychodząc z samochodu
Naomi odjechała, a ja sama potrzebowałam chwili na poukładanie sobie tego wszystkiego w głowie. Najbardziej zawiodłam się na Maxie, rozegrał to wszystko za brutalnie...

Z perspektywy Jacka

Choć nie przespałem całej nocy jakoś nie czułem zmęczenia. Cieszyłem się że poznałem Louis, polubiłem ją nawet bardzo i miałem nadzieje że jutro znowu się zobaczymy. Popołudniu wpadłem do baru „Sands” żeby trochę się orzeźwić czymś mocniejszym.
-Hey, może małe piwo na szybko Jimmy-rzuciłem do mojego kumpla, który pracował tam jako barman
-Jack, słyszałeś o jutrzejszych wyścigach?-zapytał Jimmy nalewając mi piwo
-Biorę w nich udział, jadę w stajni Bloodsa- rzuciłem biorąc łyk zimnego piwa
-O stary!! Nieźle...Wpadnę cie pooglądać, jakim cudeńkiem będziesz jeździł?- zapytał Jimmy, który tak jak od dziecka pasjonował się samochodami
-Dali mi Bugatti Veyron, wygram to bez problemu stary.
-No to już masz te 50 kawałków, nie zapomnij kto cie tego nauczył Jack- odparł Jimmy, tak naprawdę był on świetnym mechanikiem, ale beznadziejnym kierowcą. Siedziałem w „Sands” myśląc o jutrzejszym wyścigu i Louis,a także problemie, który dręczył mnie od jakiegoś czasu. Niespodziewanie ten problem pojawił się za moimi plecami.
-Jack co się z tobą dzieje??Dzwoniłam do ciebie ze sto razy, kochanie gdzie byłeś?- zaczęła Julia próbując pocałować mnie w policzek
-Odsuń się i zejdź mi z oczu.. - chłodno odparłem
-Kocie, coś nie tak?-zapytała ironicznie dziewczyna udając idiotkę
-Słuchaj, nie wiem za którym razem zrozumiesz, ale nie mamy ze sobą nic wspólnego. Raz ze sobą spaliśmy, tyle- wstałem od baru i nie zwracając uwagi na tą wariatkę wyszedłem z baru
-Myślisz że możesz teraz tak uciec?! Mnie się nie zostawia Jack..pożałujesz tego!! Daje ci dzień na przeprosiny inaczej spotkamy się w niemiłych okolicznościach!!-wykrzyknęła za mną Julia, nie zrobiło to na mnie większego wrażenia. Była ona dla mnie nikim, nawet nie zaspokoiła moich potrzeb seksualnych, po prostu jedna z wielu.
Wróciłem do domu, jak zwykle w salonie zaczepił mnie ojciec prawiąc jakieś wyrzuty. Miałem go gdzieś, bez wzruszenia poszedłem do swojego pokoju. W
końcu mogłem podładować telefon, miałem nadzieje że Louis już coś napisała-niestety nie było od niej żadnych wiadomości. Włączyłem Ipada żeby posłuchać muzyki i postanowiłem czekać na sms od blondwłosej znajomej. Nie wytrzymałem zbyt długo...Napisałem pierwszy. „ Spotkajmy się jutro o 20.00. Przyjadę po ciebie :)” Po kilku chwilach miałem już odpowiedz” To do zobaczenia:)” Nie będę ukrywał że cieszyłem się z tej wiadomości, znowu zapomnimy o całej rzeczywistości, przynajmniej na chwilę. 


Jak wam się podoba?? Zostawiajcie komentarze, a w nich swoje wizje co do dalszych losów bohaterów. Pozdrawiamy LA:) 


3 komentarze:

  1. Mega <3 Pisz szybko następny bo nie mogę się doczekać :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział jest extraa.. Kocham twoje opowadanie. <33 szybko dodawaj nowy rozdział. Nie mogę się doczekać .. ;***

    OdpowiedzUsuń
  3. Dlaczego tak długo nie ma nowego rozdziału ?

    OdpowiedzUsuń